KRÓTKA REFLEKSJA JAKO WSTĘP
To zdjęcie zrobiła mi moja przyjaciółka, kiedy byłam jeszcze
w gimnazjum. Moja psychika już wtedy była rozchwiana. To zdjęcie dobrze mnie
obrazuje, choć nie widać na nim mojej twarzy. Często zakładam maskę uśmiechu,
próbuję udawać, że wszystko jest w porządku, chociaż w środku się rozlatuję. W
pewnym momencie to jest zbyt trudne i wtedy wybucham. Niszczę wszystko, co
udało mi się zbudować - względny spokój, poczucie bezpieczeństwa, stabilność
emocjonalną, dobre relacje z Bogiem i innymi ludźmi, a także wiarę w siebie, w
swoje możliwości i marzenia. To wszystko się wali z mojej winy. Bo nie potrafię
w porę się zorientować, że coś się dzieje i temu zapobiec. Takie trzęsienia
ziemi zdarzały się w moim życiu wiele razy, czasem było nawet tak, że około
czterech w ciągu miesiąca. Potem to przechodziło i w przerwach było bardzo
dobrze, byłam w świetnej formie, dobrze mi się myślało i tak dalej. Ale to
wszystko jest i było kruche. A wiecie dlaczego? Bo ja nie potrafię zaufać. Nie
potrafię powierzyć swojego życia temu, który mnie najbardziej kocha - Bogu.
Nieraz przeżywałam kryzysy wiary, czasem głębokie, czasem słabsze. Ale non stop
one mi towarzyszą. Tych chwil kiedy ufam i się nie boję jest bardzo niewiele -
za mało jak na chrześcijankę, za jaką się uważam. Trzymam się kurczowo tego
marnego życia, jakbym nie wierzyła, że potem jest coś więcej. A przecież
wierzę!

Komentarze
Prześlij komentarz